Ostroga, pomost pod Łazienkowskim i Gruba Kaśka – weekend z hydrofonami nad prawym brzegiem Wisły

Jest niedziela, siódmy czerwca, po jedenastej, pogoda też nie dopisuje do nagrań terenowych… Pomyślałem, że zabawnie będzie zacząć od parafrazy z Piotra Ćwielonga. Bo prawda jest taka, że nagłe wahania temperatury i ogólnie warunków atmosferycznych mogą zniechęcić do wychodzenia na dwór. A bez wychodzenia na dwór nie ma nagrań terenowych (a tak naprawdę są, ale potrzebowałem mocnego zakończenia akapitu).

Kontynuuję projekt roboczo nazwany Vistula Recordings. Koncepcja jest całkiem prosta – próba stworzenia hydrofonowej mapy obydwu brzegów Wisły. Skupiam się głównie na ostrogach regulacyjnych i miejscach absolutnie charakterystycznych. Te pierwsze są nieskończonym źródłem wirów wodnych i kawitacji, a te drugie pełnią funkcję markerów dźwiękowych dla danej przestrzeni. Przykładowo – podwodne buczenie Grubej Kaśki ciężko pomylić z jakimkolwiek innym dźwiękiem, prawda?

Sprzętowo ograniczam się do Zooma F3 i pary Aquarianów H2d. Konfiguracja stereo dla rejestracji ogólnego pejzażu (tonik) i dwa niezależne mono do uchwycenia konkretnych sygnałów – przepływających łodzi, ryb, ludzi i niestety – śmieci. Każdemu według potrzeb. Minimalizm tego zestawu bardzo mi służy. W zasadzie jakakolwiek frustracja przychodzi tylko przy rozplątywaniu i zapętlaniu kabli przed/po nagrywkami/nagrywkach. Dlatego też ograniczam swoją mobilność do maksimum – przed wyjściem z domu łamię sobie akurat zdrową kończynę. Oczywiście to żart. Tak na serio posiłkuję się zasadą: jedno wyjście = jedna lokacja.

I tutaj wracamy do feralnego siódmego czerwca, gdy powyższe postanowienie, po prostu, ordynarnie złamałem. Odwiedziłem wtedy aż trzy miejscówki, na przekór – zamiennie nękających mnie – upałom i opadom deszczu.

Dziękuję opatrzności za wspaniałą ścieżkę rekreacyjną na praktycznie całej długości prawego brzegu Wisły. Skryta w cieniu i w miarę chroniąca przed ulewami. Jedyny minus? Rowerzyści jeżdżący na granicy rekreacji i czasówki na Tour de France. Deficyt instynktu samozachowawczego ciągle mocny w narodzie.

Pierwszy przystanek – ostroga regulacyjna między plażą Poniatówką a mostem Łazienkowskim – okazał się niewypałem. Po pierwsze ostroga ta jest bardzo wąska i obrośnięta okoliczną roślinnością, która znacznie utrudnia przemieszczanie się. A przynajmniej czyni je wysoko ryzykownym. Można spaść i może nie umrzeć, ale złamać nogę (a propos trzeciego akapitu) lub rękę – czemu nie? Po drugie, na końcu betonowej części zalega ogromny pniak, który wymaga różnego rodzaju ćwiczeń fizycznych w celu sforsowania go bez obrażeń. Dopiero za nim ukazuje się kamienisty cypelek, kilka wątłych wirów wodnych i Wisła w całej okazałości. W którymś momencie rozpoczęły się istne regaty najróżniejszych jednostek około pływających – od łódeczek wędkarskich, przez załogi wioślarskie, po promy i wycieczkowce. Aquariany znoszą silniki na wodzie całkiem dobrze w kategoriach dynamiki, ale już nieco gorzej w kwestiach szczegółowości i faktury. Powyżej 5000 khz nagrania są dosyć mętne, co niestety skutkuje rodzajem wychudzonego pisku (zawsze porównuję ten dźwięk do odgłosu pracującej piły tarczowej). Mimo to uwielbiam te hydrofony. Praktycznie niezniszczalne, zdolne do nieskończonych poświęceń dla sztuki, świetnie wykonane. Prawie jak ja.

Pod mostem Łazienkowskim usiadłem na dłuższą chwilę na plastikowym (?) pomoście. Nie chodzi o ten drewniany, ochoczo użytkowany przez wioślarzy sportowych – mijając go spotkałem załogę z trudem taszczącą wielką łódkę – tylko o ten następny, dokładnie pod mostem. Przewodzi on wspaniale wszelkie drgania wywołane przez samochody i infrastrukturę miejską. Wetknąłem hydrofony w charakterystyczne wyżłobienia w tworzywie (czy naprawdę takie rzeczy robi się z plastiku?) i rezultaty okazały się co najmniej ciekawe. Woda pod pomostem praktycznie stała, przez co zebrałem mnóstwo odgłosów fauny z okolicznych zarośli. Kursujący opodal prom też dorzucił swoje trzy grosze.

Na koniec ujęcie wody i studnia miejska zwane potocznie Grubą Kaśką. Nagrywałem już tam jesienią 2025 roku, podczas pracy nad Chtonophone Recordings. Pamiętam, że potrzebowałem wtedy podwodnego pejzażu rodem z alternatywnej, nieludzkiej, paraindustrialnej rzeczywistości. Dzięki zbiegowi okoliczności, jeden z Aquarianów przewieszonych przez rurę należącą do okolicznej piaskarni (zaorać te miejsca) zaczął miarowo obijać metalową konstrukcję. Tak otrzymałem doskonałe dopełnienie buczenia Kaśki. Byłem w domu.

Dzisiaj rury są już rozmontowane, a cypelek sąsiadujący z budynkiem studni jest słabo dostępny. W okolicy straszą znaki zakazu wstępu od wód warszawskich i pływają patrole pracowników kompleksu. W takich okolicznościach musiałem zadowolić się inną miejscówką, na wysokości pogłębiarki i statku Chudego Wojtka III. Tamtejszy fragment Wisły ma ciekawą właściwość – jest przy brzegu bardzo płytki i wyłożony mieszaniną piachu oraz ostrych kamieni. Hydrofon wrzucony w odpowiednie miejsce zbierze tam jedyny w swoim rodzaju dźwięk tarcia wszystkich wymienionych wyżej obiektów. W połączeniu z dronem pływających łódek tworzy on niepokojącą, wręcz dark ambientową atmosferę. Wnioski? Czasami ograniczenia przynoszą najciekawsze rozwiązania.

Ostatecznie wróciłem do domu zadowolony, ale i zmęczony. Przedzieranie się przez chaszcze, w których od czasu do czasu można było natknąć się na sekretne spotkania grillowych grup rekonstrukcyjnych i skakanie przez pniaki zrobiło swoje. Mimo to kolejna paczka plików trafiła do edycji. Może kiedyś napiszę coś więcej o mojej – wątpliwej jakości – filozofii masteringu nagrań podwodnych (i ogólnie terenowych).

A tymczasem… Polecam mój najnowszy projekt – Various Sounds From All Over The World, Vol. 3 i wspomniane w notatce Chtonophone Recordings.